Do góry

Jak przyzwyczajać do siebie noworodka i starsze dziecko? Cz. 2

Na dziś zaplanowałam drugą część mojego sposobu na przygotowanie dziecka do pojawienia się nowego członka rodziny. Kończąc wczoraj pisanie części drugiej stwierdziłam, że wyszedł mi z niej elaborat i muszę zrobić kolejny podział, żeby ktokolwiek jednak zechciał dotrzeć do końca tego tekstu ;) Dlatego mam dla Was przygotowa mojej odpowiedzi na pytanie "Jak przyzwyczaić do siebie noworodka i starsze dziecko?"

Część pierwsza „Jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa? CZ. 1” znajdziecie TU. Pierwszy wpis obejmuje przygotowanie starszego dziecka na rodzeństwo już w czasie kiedy jesteśmy w ciąży. Dla mnie przygotowanie mojej córki na pojawienie się braciszka, a później układanie naszego wspólnego życia, było niesamowicie ważnym momentem. Z jednej strony kierowałam się swoim instynktem, a z drugiej miałam mniej więcej nakreślony plan na swoje reakcje przy możliwych zachowaniach córki mam tu np. na myśli moją reakcję na zazdrość przy karmieniu itp. Pewne sprawy sobie przemyślałam i poukładałam, a jak przyszedł czas to wcieliłam w życie i mam wrażenie, że dzięki temu, że od początku dbałam o budowanie między nimi więzi to nieprzerwanie od początku mają cudowną relację ze sobą.

Jak przyzwyczajać do siebie noworodka i starsze dziecko?

Przechodząc do rzeczy ;)

Dzień powrotu ze szpitala będę pamiętała zawsze, bo byłam tak strasznie stęskniona za córką, że płakać mi się chciało. A moment, w którym ją zobaczyłam był dla mnie jak zaczerpnięcie świeżego powietrza. Tak się w nas mocno wtuliła, że od razu wiedzieliśmy, że i ona była tak stęskniona jak i my. Dotknęłam jej głowy, dłoni i wydała mi się taka duża. Zależało mi na tym, żebyśmy w pierwszej kolejności przywitali się ze sobą, mieli chwilę na wycałowanie policzków, a dopiero przedstawiali ich sobie. Maks spał w foteliku samochodowym po drodze powrotnej ze szpitala. Mała mogła go dotknąć i przyglądać mu się ile chciała. Mały braciszek przywiózł jej prezenty, ale jakoś szczególnie nie wzbudziły jej zainteresowania. Podziękowała, obejrzała, położyła i dalej usiadła obok braciszka żeby na niego popatrzeć i zadać kilka pytań. Prezent od brata odkryła drugiego dnia jak już wróciła do rzeczywistości.

Początki z niespełna dwulatką i noworodkiem mogą wydawać się przerażające, bo każdy rodzić boi się o to, że starsze może wyrządzić krzywdę maleństwu. Oczywiście trzeba pilnować, żeby nie dochodziło na początku za dużych przytulań i obcałowywać, ale uważam, że kontakt powinien być możliwy od początku, żeby nie wzbudzać w starszym dziecku uczucia odepchnięcia. Trzeba tłumaczyć, że taki maluszek jest delikatny i potrzebuje spokoju jak śpi, ale nie uciszajmy na siłę starszego dziecka i nie każmy mu raptem chodzić na paluszkach, bo on dalej żyje w tym domu i nie powinien być raptem strofowany. Małe dziecko dostosuje się do warunków panujących w domu i o ile nie będzie mu nikt grał na trąbce nad uchem to będzie mógł spokojnie odpoczywać. My nie chodziliśmy na palcach, mówiliśmy dalej normalnie i funkcjonowaliśmy dalej spokojnie jak dotychczas. Tym co było dla nas ważne to, to żeby Marcelina nie poczuła się odepchnięta. Spędzaliśmy z nią czas normalnie, bawiliśmy się, gotowaliśmy i czytaliśmy książki.

Z uwagi na to, że rodziłam przez cc miałam przez pierwszy tydzień cudowną pomoc ze strony mamy, a później dwa tygodnie był ze mną i z dziećmi mój mąż. W sumie te pierwsze trzy tygodnie były dla mnie niesamowicie łatwe, bo mogłam się spokojnie regenerować, odpoczywać i zajmować dziećmi, bo wszystko wokół było zrobione. Oczywiście Pan Tata też zajmował się dzieciakami, więc spokojnie wszyscy mieli czas na przyzwyczajenie się do siebie.

Największe wyzwanie pojawiło się jak zostałam sama z dziećmi. Chyba przynajmniej większość wie, że dwulatek to jeszcze totalny maluch, który zazwyczaj potrzebuje naszej nieustannej obecności i pomocy. Od momentu kiedy Pan Tata wrócił do pracy, a ja zostałam z tą cudowną dwójką zaczęło się moje nieustanne szpagatowanie i chodzenie po linie. Jednak strach ma zazwyczaj wielkie oczy, a w rzeczywistości wystarczy wypracować sobie schematy i działać zgodnie z nimi, a wszystko zaczyna być łatwiejsze i bardziej przewidywalne.

Nie raz dosłownie siadaliśmy wszyscy do stołu. Maks jadł mamine mleko, a ja karmiłam siebie i córkę, bo jakoś dziwnie wszyscy zgrywaliśmy się porami karmienia. Wyglądało to dość zabawnie, karmić niemowlaka trzymając go na poduszce do karmienia (swoją drogą cudowny wynalazek), a na kolanie trzymać swoją dwulatkę, którą też trzeba było karmić. I niech się nikt nie dziwi, nie wszystkie dwulatki chętnie jedzą same. Naszą sytuację spotęgowało pojawienie się brata, który de facto przecież był przez mamę karmiony, więc czemu by się tu samej sztućcami obsługiwać, skoro mama służy pomocą młodszemu. Tak niestety było, że Wać Panna odrobinę zniechęciła się do samoobsługi przy stole, a ja to najzwyczajniej zaakceptowałam, bo wiedziałam, że ten stan minie. I minął, choć moja córka do tej pory woli być w karmieniu wyręczana i nie jedną batalię stoczyłyśmy, ten typ tak ma ;)

Jak przyzwyczajać do siebie noworodka i starsze dziecko?

Wiele mam zastanawia się „co to będzie kiedy starsze dziecko będzie od nas czegoś chciało jak my akurat będziemy karmiły”? Ja widząc, że Marcelina smutnieje jak karmiłam pytałam, czy czegoś ode mnie potrzebuje. Jeśli była to jakaś zabawa to prosiłam żeby przyniosła ją na kanapę lub czasami sama kładłam się na podłogę i karmiłam Małego leżąc na mięciutkim kocu i jednocześnie bawiąc się z córką. Najczęściej umawiałyśmy się, że jak mama karmi to czytamy książeczki i naprawdę to rozwiązanie załatwiało nam sprawę. Jednak na początku raz może dwa razy Marcelina zaczęła płakać, bo chciała, żebym natychmiast do niej przyszła i z nią tańczyła. W takiej sytuacji kiedy wiedziałam, że nie ma możliwości żebym w danym momencie zajęła się z nią zabawą proponowałam przytulanie. Pierwszy raz płakała, więc spokojnie tłumaczyłam, że zaraz Mały się naje, mamusia go odbije i będziemy się bawiły. Znów zaproponowałam przytulanie i głaskanie, ze łzami zaakceptowała sytuację, położyła główkę na poduszce obok Maksa i zły humor znikł, a później było już z górki. W takiej sytuacji ratuje nas spokój. Wy najlepiej znacie swoje dzieci i znajdziecie rozwiązanie, czy przez przytulanie, czy przez czytanie książek, czy może budowanie klocków obok Was.

Często pojawienie się młodszego dziecka wywołuje w starszym potrzebę bycia traktowanym tak samo. Z mojego doświadczenia wynika, że podjęłam dobrą decyzję pozwalając jej na takie zachowania. Mimo tego, iż był taki czas, w którym byłam raz zła, raz zasmucona, że moja dwulatka, która dotychczas z zaangażowaniem układała puzzle składające się z 60 elementów, raptem zaczęła bawić się tylko zabawkami dla noworodka i często go naśladować, chodząc chociażby na czworaka. Uznałam mimo swojego niejednokrotnego wewnętrznego żalu, że tak musi chwilowo być. I czasem psioczyłam, że może gdzieś popełniłam błąd to teraz wiem, że ten etap musiał się pojawić i dobrze, że pozwoliłam jej na to towarzysząc jej w tych potrzebach i dając dużo bliskości i zamieniając te zachowania w zabawę i rozmowy. Ten czas przeszedł, a ona wróciła do swoich zabaw i zajęć. Zapytacie ile to może trwać? Różnie, miesiąc, dwa, cztery, wszystko jest sprawą indywidualną, ale wierzcie mi, że to przejdzie, bo to taki element fascynacji.

Nigdy nie zmuszałam jej do pomocy przy braciszku. Prosiłam o podanie lub przyniesienie jakiejś rzeczy, np. pieluchy, body z szafy, czy kremu do pupy, ale jeśli nie chciała tego zrobić to po prostu tego nie robiła. Nigdy też nie zniechęcałam jej tym, że kupa śmierdzi, bo wbrew pozorom dzieci przecież to wiedzą. Nie robiłam tego żeby nie zakodowała sobie, że małe dziecko budzi we mnie odrazę i w czymś mi przeszkadza. Zawsze mogła mi towarzyszyć w pielęgnacji młodszego brata i niejednokrotnie sama smarowała mu ciałko mydłem, czy balsamem.

Jeszcze do niedawna jak M miała ochotę wykąpać się w wanience to najzwyczajniej w świecie ją tak kąpaliśmy, bo co to dla nas za problem... żaden, ale dla dziecka to sygnał, że go akceptujemy i radośnie spędzamy z nim czas. Teraz już na tyle urośli, że za ciasno im w wanience i chętnie kąpią się w wannie.

Na początku prosiła, żeby zawinąć ją w becik jak bobasa, więc tak robiliśmy. Z resztą to fajna zabawa. Zawinąć swoje dziecko w becik i polulać je jak maluszka. U nas czasem jak przy kąpieli dopadną Pannę wieczorne marudy to wyjmując ją zawijam ją jak bobasa, robię bobasową pielęgnację i nikt już nie pamięta o jakichkolwiek marudach ;) ot takie przechylenie szali na swoją stronę.

Jak przyzwyczajać do siebie noworodka i starsze dziecko?

Moje dzieci od początku są blisko siebie. I uwierzcie mi starsza, ani razu nie zrobiła krzywdy młodszemu. Jak miał ze cztery miesiące to owszem przez przypadek na niego upadła na łóżku, ale nic nikomu się nie stało. Bliskość wszystkich członków rodziny to podstawa, żeby było spokojnie, a wszystkie etapy będą przechodziły łatwo i naturalnie.

W części III mam dla Was kilka słów o moim postępowaniu na etapie kiedy Maks zaczął się przemieszczać i naruszać przestrzeń siostry.

Kurtka Zara

  • 689

KOMENTARZE

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *