Do góry

Jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa. Cz. 1

O wpisie jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa myślę już od dawna. Było to dla mnie oczywiste, że on się tu pojawi. Chociażby z tego względu, że jako mama już dwójki maluchów sama zmagałam się z emocjami, które wywoływał we mnie ten temat. Poniekąd byłam przekonana, że nowy członek rodziny, szybko stanie się jej integralną częścią, a nasza dojrzałość emocjonalna sprosta nowemu wyzwaniu. Jednak pojawiały się obawy o to jak starsza córka przyjmie rodzeństwo. Postanowiłam ten wpis rozbić na dwie części. Pierwsza o tym jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa obejmująca czas ciąży. Druga natomiast obejmująca czas po narodzinach nowego członka rodziny.

Po dziewięciu miesiącach bycia razem we czwórkę mogę śmiało powiedzieć, że na chwilę obecną odnieśliśmy sukces i dzieciaki reagują na siebie przecudownie. Powstała między nimi wspaniała więź. Ona jest dla niego opiekuńcza i pełna miłości. On dostaje niemal skrętu szyi, żeby zawsze chociaż wodzić za nią wzrokiem, biega za nią ile tylko sił w kończynach i uczy się od niej nieustannie.

Miałam wątpliwości, czy to już odpowiednia chwila na wstępne ocenianie, czy dobrze przygotowaliśmy córkę na pojawienie się rodzeństwa. Jednak kładąc ich przedwczoraj wspólnie spać utwierdziłam się w przekonaniu, że to idealny moment na spisanie poczynionych przeze mnie kroków. Usypiając dzieci zobaczyłam piękny obrazek. Położyliśmy się razem na naszym łóżku opowiadałam bajkę na dobranoc. Oni leżeli obok siebie, głaskałam ich obydwoje. Trzymali się za ręce, patrzyli na siebie i tak po prostu spokojnie uśmiechnięci usypiali. Raz ona go objęła, raz on nieudolnie dotknął jej twarzy. Później położyłam się między nimi, żeby każdy miał kawałek mamy, wtulili się we mnie i usnęli spokojnie.

Jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa.

Proces przygotowywania Marceliny na rodzeństwo zaczął się bardzo wcześnie. Odkąd wiedziałam, że jestem w ciąży czasem rozmawiałyśmy o tym, że można mieć w życiu brata, albo siostrę. Tak jak tata ma brata, mama ma brata, a babcia to ma i brata i siostrę. Był to świetny trening na zapamiętanie członków rodziny i opowiedzenie o nich ciekawostek. Taki już prawdziwy i bardzo świadomy moment, w którym M wiedziała, że ktoś mieszka w brzuszku mamy to moment, w którym ten brzuch zaczął się pojawiać. Moje dzieci dzieli różnica niespełna dwóch lat i nie chciałam codziennie zamęczać córki opowieściami o małej dzidzi, która się u nas pojawi. Natomiast zawsze opowiadałam jak ona pytała, bez względu na to czy to setny raz to samo pytanie.

Bawiąc się lalkami i misiami robiłyśmy scenki rodzinne, gdzie była mama, tata, córeczka i braciszek. Organizowałyśmy pikniki dla wszystkich członków rodziny. Jeździłyśmy na zakupy całą familią. Ona w swoim czerwonym autku od Little Tikes, a ja na innym dziecięcym jeździdle, a ze mną zazwyczaj pozostała część pluszowej rodziny. Wyglądałam zapewne zabawnie jeżdżąc z brzuchem zabawkowym samochodzikiem i trzymając stado pluszaków pod pachami. Przyznam, że zabawa była przednia :)

Mówiłam jak wygląda malutkie dziecko, że na początku to głównie je, śpi i robi w pampersa. Zawsze powtarzałam, że taki bobas jest jeszcze bardzo delikatny i trzeba go delikatnie głaskać. Rozmawiałyśmy o tym, że takie maleństwo jeszcze nie mówi tylko komunikuje się z nami płaczem, albo guganiem. A do tego jeszcze nie potrafi, ani siedzieć, ani chodzić tylko leży i przygląda się wszystkim z zaciekawieniem, bo wszystko jest dla niego nowe. Mówiłam, że potrzebuje dużo spokoju i na początku nie będzie jeszcze się umiał z nią bawić. Tłumaczyłam poszczególne fazy rozwoju i pokazywałam w książeczkach kiedy będzie na tyle duży, że będzie umiał już się z nią trochę bawić.

Im bliżej terminu porodu tym w zupełnie naturalny sposób wspólnie przygotowywaliśmy się na nowego członka rodziny. Pokazywałam jej zdjęcia z czasu kiedy ona była całkiem mała. Oglądałyśmy wspólnie nakręcone filmiki maluśkiej Marceliny. Dzieci uwielbiają się oglądać i są bardzo ciekawe takich informacji jak to było jak one były takie tycie. Do tej pory ulubioną historią Marceliny jest to jak była małym bobasem i rozsypała mamie całą kaszę jęczmienną w kuchni. I nie ważne, że opowiedziałam ją już trzy miliony razy. Nie ważne, że był czas, w którym musiałam opowiadać ją systematycznie co dwa dni najchętniej pięć razy pod rząd, jeśli ona tego potrzebowała to właśnie to jest dla mnie najważniejsze skoro wystarczyło tylko opowiadać i śmiać się z tego za każdym razem tak beztrosko jak i ona.

Dla mnie czas w drugiej ciąży był bardzo ciężki ze względu na fizyczne dolegliwości, ale najważniejsze było dla mnie dać M jak najwięcej swojej bliskości, miłości i czułości. Całe dnie przeznaczałam na nasze wspólne zajęcia, przytulanie, gotowanie, zabawy plastyczne, czytanie książek, wspólne zasypianie, dostosowując wszystko do moich możliwości. Czas uciekł szybko, ale został optymalnie wykorzystany. :) zabawnie to brzmi „optymalnie wykorzystany” ;)

Razem przygotowywaliśmy rzeczy dla noworodka. Od wyjmowania z kartonu laktatorów, sterylizatorów, rozkładaniu łóżeczka i przewijaka. Na praniu i układaniu uprasowanych ubranek kończąc. Wszystko odbywało się stopniowo w ilościach interesujących Marcelinę.

Nie zabraniałam jej wchodzenia do pustego łóżeczka, ani do innych rzeczy z których miało korzystać maleństwo. Nawet jak chciała zostać przewinięta na przewijaku to, to robiłam. Zaznaczałam jednak czasem, że jak będzie dzidzia w łóżeczku to na początku lepiej do niej nie wchodzić, bo ona jest wyjątkowo mała i delikatna.

Jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa.

I to co ważne, czyli samo przygotowanie do tego, że mamy nie będzie przez kilka dni. Wiedzieliśmy, że będę rodziła w Warszawie, a z Marceliną na kilka dni zostanie moja mama, bo one się uwielbiają. Poród nieco nas zaskoczył, bo wszystko wydarzyło się o tydzień wcześniej niż planowaliśmy. Będąc na ostatniej wizycie dostałam natychmiastowe skierowanie do szpitala. W tym czasie była już u nas babcia, więc tylko ja odczułam wielki stres, że to już. W każdym razie Marcelina była przygotowana, że mamusia idzie do szpitala na trzy dni, że tatuś będzie tam z mamusią, bo jadą żeby urodził się Maksio. W tym czasie babcia stawała na rzęsach, żeby Marcelina spędziła wspaniałe chwile i za bardzo za nami nie tęskniła. Rozmawialiśmy przez telefon. Wieczorami bardzo o nas pytała, a po powrocie rzuciła nam się w ramiona szczęśliwa, że już wróciliśmy. Bardzo się martwiłam naszym rozstaniem i tęskniłam za nią okropnie, a jak ją przytuliłam do siebie po powrocie wydała mi się taka olbrzymia i najzwyczajniej w świecie pojawiły się łzy ze wzruszenia. Babcia dała radę wspaniale! Dużo malowały, brudziły się razem, pichciły, a zabaw nie było końca. Przygotowały baner powitalny z balonami, którego nie potrafiłam zdjąć przez osiem miesięcy tak mi się podobał i mnie wzruszał.

Generalnie miałam założenie z niczym się nie spinać i pozwolić jej na oswojenie się z nowymi rzeczami i nadchodzącymi zmianami. Ja czas ciąży mimo tego, że było mi bardzo ciężko ze względu na okrutny ból przez rozejście spojenia łonowego wspominam wspaniale. Byłam zmęczona i obolała, ale spędziłam cudowny czas z moją córką, a więź jaka między nami powstała jest nie do opisania.

Wkrótce zamieszczę dla Was drugą część wpisu o tym jak wyglądały nasze początki po pojawieniu się Maksa.

  • 484

KOMENTARZE

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *