Do góry

Co dało mi w życiu macierzyństwo?

Moje macierzyństwo jest bardzo dobre. Mam dwójkę cudownych dzieci, które kocham bezgranicznie i serio są moim największym szczęściem na ziemi. Macierzyństwo nie przysłoniło mi absolutnie reszty świata, a wręcz przeciwnie widzę zdecydowanie więcej, ale cieszę się z tego stanu rzeczy, który jest tu i teraz. Taką mam metodę na to żeby być szczęśliwą mamą i brać garściami to co daje mi moje macierzyństwo. A naprawdę dostałam bardzo wiele i nigdy bym się nie spodziewała, że dwoje małych ludzi może wnieść do mojego życia tak dużo.

DSC_0027

MIŁOŚĆ

Poza ich bezgraniczną i bezinteresowną miłością, która zasadniczo jest jednak u dzieci dość oczywista, bo nie ma w nich złych intencji, ani żadnej interesowności, a mama jest dla nich ideałem i całych wszechświatem. Taką jedyną osobą (poza tatą, bo wiadomo, że też go kochają i jest wzorem dla nich), ale wiadomo najczęściej mama to jednak mama. Tata wnosi swoje niezastąpione wartości, a mama swoje, których nikt inny nie jest w stanie dziecku dać.

SPOKÓJ

Macierzyństwo dało mi przede wszystkim pewien wewnętrzny spokój. Łączę go z rodzajem stabilizacji w swoim życiu, bo dając życie sprawiłam, że te istnienia będą dla mnie najważniejsze już do końca moich dni. Dzieci są jednym z naszych stałych punktów w życiu, bo zostały poczęte i są już z nami. To taki kolejny życiowy filar.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Poza miłością, którą dostaję każdego dnia założyłam sobie jak każda mama wielki ciężar odpowiedzialności za to żeby wychować dwoje mądrych, odważnych, ciekawych życia i pewnych siebie ludzi. Najczęściej instynktownie kierujemy codziennym wychowaniem dzieci. Często analizujemy zachowania swoje i dzieci, wspieramy się literaturą z zakresu wychowania dzieci, a nawet poradami psychologów, aby tą odpowiedzialność wypełnić najlepiej jak potrafimy.

RADOŚĆ

Macierzyństwo dało mi naprawdę ogromną ilość codziennej radości, spowodowanej najbardziej przyziemnymi dla nas sprawami. Uczę się nieustannie patrzeć na świat oczami swoich dzieci i widzieć piękno w rzeczach dla mnie najbardziej oczywistych, których już dawno nie dostrzegałam. Częściej zwalniam, pokazuję i tłumaczę stając się życiowym nauczycielem i przewodnikiem. Dla przykładu dwa dni temu wykopałam dżdżownicę. Dla nas oczywista oczywistość, że gdzieś tam sobie siedzą i coś tam w tej glebie robią. W pierwszym odruchu chciałam ją pominąć, a niech tam sobie dalej żyje. Po ułamku sekundy siedziałyśmy już z córką zachwycając się jej wyglądem, sposobem poruszania i tym co ona w ogóle robi i dlaczego. W sumie to niezły przykład na zachwycanie się, bo przecież co to dla nas pięknego, a jeszcze dotknąć to paskudztwo. Ostatni raz dżdżownicę dotykałam sama będąc dzieckiem. Też Wam przykład dałam… Ja wiem, że cudownie jest zachwycać się pięknym kwiatem, ale cudownie jest pokazywać dziecku cały świat i widzieć błysk ciekawości w jego oku.

PEWNOŚĆ SIEBIE

Macierzyństwo dało mi bardzo dużo poczucia pewności siebie. Tego, że to ja znam ich najlepiej i ja wiem co jest dla nich najlepsze. Nie roszczę sobie oczywiście wiedzy specjalistycznej, ale to ja wiem jakie charaktery mają moje dzieci i co na nie oddziałuje najlepiej, a co najgorzej. To ja wiem, czy są wrażliwi, czy są odważni, kiedy potrzebują wsparcia, a kiedy wolnej przestrzeni. To ja wiem jak komunikować się z moimi dziećmi i krew mnie zalewa jak ktoś obcy zwłaszcza będąc obserwatorem przez dosłownie kilka sekund rzuca jakiś kretyński tekst typu „no idź za mamusią, bo cię tu ktoś ukradnie”, albo wciska jakieś słodkie badziewne batoniki mojemu dziecku do ręki „bo Pani da słodyczka, bo ona taka grzeczna, a i taka chuda”.

SAMOROZWÓJ

Chęć do samorozwoju mam w sobie od zawsze. Choć wiadomo, że w życiu dorosłym zaczynamy się już nieco specjalizować, albo rozwijać w dziedzinach, które przy okazji są naszym zainteresowaniem. Jednak mi macierzyństwo pokazało również, że chcę przypominać sobie wiedzę, którą kiedyś zakułam, zaliczyłam i zapomniałam, bo chciałabym rozmawiać z dziećmi o różnych dziedzinach, które aktualnie zdecydowanie leżą i kwiczą jak na przykład znajomość historii. Jakąś ją mam, ale nigdy nie była na takim poziomie jakbym chciała. I głupio mi nieraz jak mój mąż wymiata i nam opowiada, bo on tą wiedzę ma wielką, a ja siedzę z dziobem otwartym równie mocno jak buzia mojego dziecka. A chciałabym kiedyś opowiadać im równie dużo ciekawych historycznych wydarzeń.

DUMA

Dumna jestem ze wszystkiego i wszystkich w naszym zamczysku zwanym m3. Dzieci takie fajne i tak genialne, że na kilometr czuć, a mąż to dobry chłop i kochać go zamierzam przez całe życie swoje. A tak serio to fajnie właśnie być w tym macierzyństwie dumnym z siebie i z dzieci. Nie stawiać, ani sobie, ani dzieciom wymagań kosmicznych tylko dumnym być z tego co się wspólnie tworzy i z tego co każdemu udaje się osiągnąć, wspierając się wzajemnie od tak z miłości.

ALTRUIZM

No i matka to takie stworzenie, co to już ma zamiar z domu wychodzić wieczorem, bo jest na skrajnym nerwowym wykończeniu i oświadcza mężowi, że dziś to nie jej dzień i dla dobra własnego i wszystkich domowników rzuca tym wszystkim w cholerę i wychodzi. A zanim jednak zdejmie te kapcie i z dresów wylezie spojrzy na te hieny swoje co już kocie oczy raptem przybrały i o książeczkę i bajeczkę na noc błagają z przytulaniem do mamuni, bo bez mamuni to smutno i źle. I co robi matka stawia potrzeby innych nad swoimi. Zapomina, że wściekła i zła, załącza tryb altruisty i kapcie to zdejmuje, ale przy dziecięcym łóżeczku.

ZROZUMIENIE

Macierzyństwo wniosło w moim życiu coś jeszcze niesamowicie ważnego, a mianowicie miłość, zrozumienie i szacunek olbrzymi do własnej mamy. Zawsze ją kochałam, choć jak to czasem bywa miłość ta trudną była, bo ja niełatwy charakter i ona też. W końcu dwa skorpiony to tarcie być musiało jakieś. Jednak odkąd zostałam mamą zrozumiałam wiele jej decyzji i zachowań. Wiele nie popieram nadal, ale rozumiem dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej. Nauczyłam się widzieć dwie strony medalu, a nie tylko własną. Zrozumiałam i doceniłam ile dla mnie zrobiła, przetrwała, przeżyła i osiągnęła. Doceniam to jaką jest wspaniałą kobietą i matką. To jak dała radę, jaką mimo wszystko była twardą i silną kobietą szanować ją będę i wielbić przez całe życie swoje.

OLBRZYMI SZACUNEK

Wymieniłam już prawie wszystko co w życiu dało mi macierzyństwo, a zostało już tylko jedno. Zaznaczam, że kolejność zupełnie przypadkowa. Tą ostatnią rzeczą, którą chciałam Wam powiedzieć o tym co dało mi macierzyństwo to kompletna zmiana podejścia do relacji, które tworzę z mężem. Kiedyś nieco swobodnie podchodziłam do tematu „bycia z kimś”. Takie wiecie dziś jesteś jutro Cię nie ma. Taka trochę łatwość naszych czasów- szybki ślub - szybki rozwód. A to właśnie nie tak życie wygląda. Małżeństwo/ konkubinat/ partnerstwo niech każdy nazywa jak chce, polega na stałym i trwałym dbaniu o siebie. Na życiu wspólnie i dla siebie nawzajem. Na wspólnym patrzeniu przed siebie, szacunku, miłości i chęci życia razem, bez chodzenia na łatwiznę, bo jak nudno i nie pasuje to wymiana na inny model. W życiu tak nie jest, że zawsze ten inny model jest lepszy. Poza tym ten inny model to inna historia, która nie zawsze zazębi się z trybami już działającymi będącymi rodziną.

Dla mnie bycie mamą, kobietą, żoną jest najcudowniejsze na świecie.

DSC_0043

  • 595

KOMENTARZE

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *